Kategorie: Wszystkie | Fashion | Felietony | Kultura | Życie
RSS
wtorek, 04 września 2007
Początek końca

Wakacje powoli dobiegły lub już niedługo (dla niektórych) dobiegną końca. Podobnie jak jedna z naszych ulubionych pór roku, lato. Nie ma jednak powodu, aby się smucić. Wszystko co dobre szybko się kończy, lecz wraz z końcem następuje i początek. Dlatego nie pozwólmy aby ogarnęła nas jesienna chandra oraz zmęczenie. Cieszmy się życiem. Jednym ze sposobów na pozostanie w formie psychicznej jest uprawianie sportu. Ćwiczenia powodują wydzielanie się endorfiny, hormonu szczęścia (zupełnie jak czekolada).

Kolejnym ze sposobów na udaną zimę jest realizacją jakiś planów. Postawy sobie cele, których realizację obierzemy za punkt honoru. Czy to nie proste ?

Jeśli, żadna z moich propozycji nie pomoże, zawsze można wyjechać na kilka dni do ciepłych krajów, na Bliski Wschód, czy do Egiptu, nic bowiem nie poprawi naszego humoru tak jak słońce.

poniedziałek, 16 lipca 2007
Alessandro Dell`Acqua

Powiedzmy sobie szczerze, na świecie nie istnieje projektant wszechczasów. Istnieją za to ludzie, którzy mają fenomenalne wyczucie w sprawach mody, potrafią wyczuwać trendy, co więcej sami nadają temu światu rytm. Tym kimś w modzie męskiej jest Alessandro Dell`Acqua (według mnie oczywiście).

Tom Ford reanimował Gucciego, zmieniając go w "super brand". Galliano jest nowym, lepszym Diorem, Natomiast linia męska, Dior Homme swoją sławę zawdzięcza tylko i wyłącznie H. Slimane. Czy czasy Dell Acqu już nadeszły ? Wydaje mi się, że na sukces musi jeszcze poczekać. Jego nazwisko nie jest tak rozpoznawalne jak Armanii, czy Lagerfeld, aczkolwiek w przeciągu kilku lat może być. Obserwujemy bowiem na rynku mody pewne zjawisko, projektanci "starego pokolenia" ustępują miejsca młodym (co jest naturalną koleją rzeczy). Dawniej Armanii, Zegna czy Versace byli tymi jedynymi. Dziś wszystko się zmienia. Rynek się rozwija, co rusz pojawiają się nowe odkrycia - utalentowani Holendrzy czy Beldzy. Nie mówię, że czasy "starych i zaufanych marek" się skończyły. Nie. One będą istnieć przez długi czas, stanowią podłoże, które umożliwia młodym i niedoświadczonym zdobycie kunsztu artystycznego (każdy od De La Renty po Van Asscha, przez Forda pracował u wielkich). Będą one odchodziły na bok, jednak zawsze każdy kto potrzebował będzie szyku i elegancji pójdzie właśnie do De La Renty czy Armaniego. Gdy zapragnie eksperymentów, zgłosi się do młodych, którzy (niestety) kiedyś odejdą w zapomnienia, a Gucci nadal będzie wytwarzał torby, Tod`s mokasyny, a Hermes torebki.

Dell`Acque uważam jednak za klasyka, który próbuje połączyć elegancje, szyk z nowoczesnością. Uzyskuje to dzięki materiałom i fakturom. Przynosi to wspaniały skutek. Jego kolekcje z czasem sprzedają się coraz lepiej, a On zdobywa szacunek kreatorów i krytyków. Ubrania są wygodne, nowoczesne, eleganckie, a przede wszystkim stylowe. Albowiem trzeba być ekspertem, by skórzane spodnie połączone z kaszmirowym swetrem, nie wyglądały śmiesznie, - przecież nikt z nas nie chce być śmieszny, mówił to już w XVII wieku Molier.  

Alessandro Dell`Acqua to projektant, który tworzy ze smakiem, jednak potrzeba czasu, aby stał się modowym potentatem. Niestety, a może stety nie ma niczego lepszego od poczty pantoflowej. Jego nazwisko zaczyna pojawiać się na coraz większej liczbie ust na świecie. Czy dotrze do Polski ?

 A tak na koniec. Nie ma nic lepszego niż elegancja, wygoda i prostota. A faceci mają tę cechę, że są wierni  - gdy raz im się coś spodoba, nie zmieniają zdania od tak. Muszą naprawdę się zawieść. Czy w tym przypadku jest to możliwe ? O tym musi przekonać się każdy sam, ja jestem pod wrażeniem każdej kolekcji tego projektanta.

A oto propozycje na nadchodzący sezon jesień/zima 2007/2008:

 

niedziela, 15 lipca 2007
Nie ma, jak być opiniotwórczym

Kogo z nas obchodzi, jakie cięcie będzie najmodniejsze w nadchodzącym sezonie ? Przecież i tak, każdy pozostanie przy swojej fryzurze, bo wiadomym jest, że zmienianie tego co panuje u nas na głowie, nie należy do ulubionych czynności. Poza tym przywiązujemy się do wyglądu, a w przeciwieństwie do Pań, nie musimy zmieniać go co wiosnę (podobnie jak i garderobę).

Dam jednak głowę, że w najbliższym czasie spora część facetów zażyczy sobie najnowsze cięcie Beckhama - na krótko i na biało. Raz Dolce&Gabbana wystylizowali modeli na jego podobnieństwo, gdy tylko pojawiał się w nowych fryzurach, ludzie biegli czym prędzej do salonów, aby wyglądać jak on. Czy moda na "Beckham look" już mineła ? Moim zdaniem nie.

sobota, 12 maja 2007
Powrót do domu

Miało być kilkanaście dni, jednak w życiu zawsze trafiamy na przeszkody. Krnąbrny komputer jest jedną z nich. Jeżeli postanowi nie zadziałać, to na długo. Trzeba było  go przekonywać, lecz w końcu się udało. Nie pisałem dość długo, ale teraz jestem i powracam z najnowszymi doniesieniami.

Nie będę rozwodził się nad tym, że Nowy Jork to zupełnie inne miasto, bo każdy o tym wie. Nie napiszę, o bogactwie Stanów, bo każdy zdaje sobie sprawę, jakim rozwiniętym gospodarczo krajem są. Napiszę o ludziach, bo to oni tworzą miasto, z którego nie chce się wyjeżdżać.

Piata aleja, nazywana, Fifth Avenue. Ulica długa na kilkanaście kilometrów. Mówi się, że to najbardziej ekskluzywna część Manhattanu, razem z Madison, Park i Lexington. Chinatown, takiej dzielnicy świat jeszcze nie widział. Mówi się, że to jedna z najuboższych części Nowego Jorku, podobnie jak Queens, Harlem czy  Bronx, jednak ta ostatnia dzielnica, należy dziś do najniebezpieczniejszych. Ludzie o innych statusach majątkowych, wykształceniu, marzeniach, jednak u każdego na twarzy gości uśmiech. Pomimo wielu problemów, superszybkiego tempa życia, czy zmęczenia, każdy człowiek zapytany o drogę odpowiada bez problemu, każdy poproszony o pomoc pomaga. To właśnie mieszkańcy, będący ludźmi bardzo świadomymi swojej wartości, tym kim są, stwarzają poczucie przyjacielskiej atmosfery.

Szanse na skok gospodarczy ma wiele państwa, także i Polska. Potrzeba 10 lat ? 20 ? Czy 50 ? Kiedyś się uda, jednak aby zmieniała się świadomość polaków i ich nastawienie do świata, potrzebne jest dużo czasu, choć kto wie, może i słowo dużo jest niewystarczające ? Musimy zacząć zmieniać świat od siebie samych, bo za nas nikt tego nie zrobi. Ja zacząłem dzisiaj.  

 

sobota, 24 marca 2007
Ofiary mody czy zdobywcy świata ?

Czy tak naprawdę możliwa jest dogłębna znajomość mody i obowiązujących trendów ? Odpowiedź jest sprzeczna, choć moim zdaniem prawdziwa. Tak i Nie. Tak, ponieważ zgłębienie tajników mody, możlwie jest dzięki kilku czynnościom jak śledzenie najnowszych doniesień z targów mody, zaczytanie się w Vogue czy Fashion, a także rozmowy. Zarazem nie, gdyż moda jest dziedziną tak głęboką jak historia. Sami projektanci nie wiedzą co będzie modne za kilka lat. Niewiele jest osób posługujących się takimi faktami.

Czy jednak osobę, która uważa modę za hobby, nazywamy fashion victim ? Czy może określenie to odnosi się do kobiet fanatycznie wydających pieniądze na setną parę butów, czy trzydziestą torebkę ? Czy mężczyzna także może paść ofiarą mody ?

Fashion vicitm to inaczej ofiara mody. Żeby zdobyć to określenie trzeba jednak zasłużyć. Ofiara, to osoba pokonana, zdobyta, czyli słabsza od innych. Pojęciem tym posługujemy się zbyt szeroko, nazywając znawców trendów ofiarami. Powinniśmy, wręcz odwrotnie wychwalać ich. Nie ma przecież wielu takich co w sposób płynny poruszałoby się pomiędzy kolekcjami Oscara de la Renty czy Chanel z przed 20 lat.

Moim zdaniem ofiara mody, to postać, która upadła pod ciężarem najnowszych doniesień z Nowego Jorku, czy Paryża, a chcąc być "in", zaczyna "czwarzyć", czyli tworzyć alternatywne wersje, łącząc wszystko ze wszystkim. Oczywiście ma to także i pewne plusy, w ten sposób pracuje Anna Wintour, stylizując poprzez dobranie sukni balowej z krótka kurtką skórzaną, ale powiedzmy sobie szczerze, to my decydujemy co założyć i w każdej chwili możemy ulepić tragiczne i fantastyczne dzieło. W ten sposób kształtujemy własny styl.

Zwykło nazywać się fashion victim, ludzi kupujących w markowych sklepach, czy posiadających Motorolę D&G. Błąd. Ofiarą gazet uważających się za wszystkowiedzące, może paść każdy, dlatego należy wystrzegać się bezmyślnego oddania trendom. Będąc ludźmi, mamy przecież mózg.

wtorek, 20 marca 2007
Sztuka najlepszą inwestycją na przyszłość

Nie od dziś wiadomo, że pieniądze należy inwestować w sztukę, ponieważ wartość dzieł rośnie w ogromnym tempie. Co więcej, zawsze miło jest "zawiesić oko" na czymś pięknym.

Spędzając niedzielny wieczór w hotelu Bristol, na aukcji, jednego z najlepszych "domów sztuki", zastanawiałem się dlaczego ludzie inwestują w obrazy i rzeźby ? Należę do miłośników przedmiotów pięknych, dlatego nie zastanawiam się długo nad zakupem wartościowego obrazu.  Czynię to jednak z czystej miłości do sztuki. Natomiast czy istnieją inne pobudki, popychające ludzi do takich zakupów? Na pewno.

Mela Muter należy do znanych artystów, wywodzących się ze szkoły paryskiej, chociaż sama przez całe życie przyznawała się do samouctwa. Zygmunt Menkes, także związany ze środowiskiem Ecole de Paris, za ulubiony temat malarstwa obrał martwe natury. Postaci Jacka Malczewskiego nie trzeba przybliżać. Natomiast portrety Witkacego, należa do wybitnych dzieł polskich. Czy więc każdy kupujący obraz za conajmniej kilkanaście, czy kilkaset tysięcy złotych docenia tak wyrafionowaną sztukę?  Bynajmniej nie. W czasach obecnych pojawiło się wielku tzw. "nowo bogackich", którzy interesują się tylko marką, a nie samą jakością. Dzięki temu dochodzi to tak paranoicznych sytuacji, jak licytacja obrazu bardzo przeciętnego, znanego artysty, za zawrotną kwotę rzędu 300 tysięcy złotych. Jeżeli natomiast mamy doczynienia z malarstwem rangi światowej, ludzie wymienieni wyżej stają się bezkonkurencyjni, ponieważ dla nich nieważna jest kwota, tylko nazwisko.

Opisując takie sytuacje nie mam zamiaru krytykować polskiej, rozwijającej się gospodarki. Wręcz przeciwnie, jednak przy zakupie dzieł sztuki esencjonalna jest jakakolwiek wiedza o danej dziedzinie. 

Wiadome jest, że wielu ludzi uważa się, bądz uważana jest za snobów, jednak prawdziwego człowieka, będącego członkiem rodziny inteligenckiej rozpoznamy po ogromnej wiedzy w różnych dziedzinach życia. Wspaniale byłoby gdy nasz kraj składał się tylko z takich ludzi, jednak czy to możlwie?  Pamiętajmy także, o najważniejszym, jeżeli podoba nam się coś, należy się tym cieszyć, niezależnie od tego co mówią inny. Ale starajmy się nie robić niczego wbrew sobie, a nasze życię będzie piękniejsze.

czwartek, 04 stycznia 2007
Czwartkowy wieczór

Mówiąc szczerze, nigdy nie należałem do fanów oglądania seriali. Nie wspominam o tragedii, do jakiej należą seriale Ameryki południowej oraz w większości polskie. Jednakże to co usłyszałem tydzień temu w jednym z lepszych stacji radiowych, a wypowiadane było przez Karolinę Korwin-Piotrowską potraktowałem jako zachętę. Dziś stacja Polsat wyemitowała pierwszy odcinek super serialu "Chirurdzy" (orginalny tytuł to "Grey`s anathomy" - uważam, że brzmi znacznie lepiej).

Od pewnego czasu wciągnąłem się w seriale amerykańskie: "Desperate houswives", które uważam za kultowy, oglądałem wręcz nałogowo. Po zobaczeniu kilku odcinków, zapragnąłem także więcej "Sex and the city", aczkolwiek przyznaję, że należał on do moich ulubionych tylko, ponieważ był super zabawny. W tej chwil, czuję jak staję się maniakiem "Grey`s anathomy". Spowodował to nie tylko felieton K. Korwin-Piotrowskiej, lecz także przyjźnie się pierwszemu odcinkowi. Przyznaję szczerze, oglądanie seriali jest jak nałóg, często marnuję jedyne, wolne minuty Naszego życia. Moim zdaniem w tym przypadku warto. Możliwe, że patrzę na to z innej strony (inaczej, niż normalni ludzie) z powodu mojego przyszłego zawodu - śmiejcie się lub nie, ale zawsze pragnąłem zostać lekarzem.

Dla próby usprawiedliwienia mojego nowego nałogu, jakim są "Chirurdzy", spróbuję streścić fabułę 7 odcinkowego soap opera - mówię oczywiście o pierwszym sezonie, w Stanach można oglądać już trzeci.  

Podczas pierwszej sceny poznajemy Meredith Grey, kobietę, kótra zaczyna pracę jako stażystka na oddziale chirurgii w jednym z najlepszych szpitali w stanie Washington, SGH (Seatle). Jest ona wybitną uczennicą, która po kilku scena okazuje się najlepszą studentką. Podczas 60 minut pojawiają się postacie takie jak Cristina - nowa koleżanka Meredith ze szpitala, Izzie ex modelka, Steven i George. Wszyscy stanowią grupę pod przewodnictwem dr. Mirandy Bailey. Nie ma potrzeby mówić więcej. Mogę powiedzieć, że akcja jat bardzo wartka - już podczas pierwszych kilkudziesięciu minutach umiera mężczyzna, którego serce nie wytrzymało operacji, do szpitala trafia dziewczynka z nierozpoznawalną chorobą, a stażyści dostają prawdziwą, szpitalną szkołę życia. Gorąco polecam. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że wiadome jest dlaczego serial dostał kilkanaście nagród Emmy. Wiem także, że będzie hitem i wśród Polaków. Moim zdanie, dobrze.

wtorek, 26 grudnia 2006
Poświąteczny wysiłek

Drodzy Panowie

Święta zbliżają się do końca. Na szczęście upłyneły one pod znakiem spokoju oraz obrzarstwa. Jestem ostatnią osobą, która odmawiałaby sobie barszczu z uszkami, pierogów, ryb, schabu, kaczki czy makowca, baby i pierniczków. Jednak należę do tej grupy, która uważa, że w życiu potrzebna jest równowaga. W związku z tym po dogadzaniu, przychodzi czas na wysiłek i dietę. Przede wszystkim siłowania - niestety wiem jak trudno znaleźć jest na nią czas, jednak po świętach należy postarać się.

Zamiast siłownii, możliwe są każdego rodzaju ćwiczenia aeorobowe - bieżnia, cross-trainer czy wiosło. Ja wybrałem to ostatnie i przed rokiem dokonałem zakupu. Przyznam się, że mój tryb życia zmusza mnie do wstawania wcześniej, jednak od sierpnia postanowiłem: 10 minut z rana na wiosło. Brzmi to niece cynicznie, ale przyznaję, że czuję się dużo lepiej. Istnieje także drugie dno, mianowicie nie bardzo przepadam za siłownią, staram się robić wszystko, aby omijąc ją dużymi krokami. Oczywiście nie oznacza to, że na nią nie chodzę - raz w tygodniu uważam za wystarczjące dla mnie.  

Drugim elementem jest odpowiednia dieta poświąteczna - nie należę do fanów liczenia kalorii, dlatego moim jadłospisem rządzi jedna zasada: jak najmniej węglowodanów, jak najwięcej białka i warzyw. Ograniczenie to pozwala w krótkim czasie zrzucić sporą ilość tłuszczu i utrzymać odpowiednią wagę - cóź można w końcu przeżyć 14 dni bez pierogów i chleba.

Po świątecznym rozprężeniu, które należy się każdemu, przychodzą chwile podczas których musimy się powstrzymać, jednak zawsze można pomyśleć, że niedługo nadejdą święta wielkanocne. Życzę powodzenia.

piątek, 22 grudnia 2006
Pierwszy

Przez długi okres czasu zatanawiałem się o czym napisać mój, pierwszy felieton, komu go poświęcić ? Cała sytuacja zmieniła się w środę.

Kupowanie prezentów świątecznych jest bardzo, a to bardzo przyjemną czynnością. Niestety, kiedy na centrum naciera dziki tłum ludzi żądnych dóbr, pragnę zaprzestać  tej przyjemnej czynności i uciec jak najdalej.

Kiedy w ostatnią środę szukałem drobiazgu świątecznego, który miałby ukoronować, aczkolwiek nie przyćmić, inne prezenty, dla jednej z ważniejszych osób w moim życiu, pomyślałem o porcelanie i przeróźnych dodatkach. Postanowiłęm wybrać się na pl. Piłsudzkiego, do jednego z najlepiej zaopatrzonych salonów z porcelaną. Kiedy dokonałem już wyboru, zacząłem bardzo przyjemą i ciekawą konwersację z młodą Dama. Przedstawicielka płci przeciwnej była kobietą czarującą, o zniewalającej urodzie i inteligencji. Niestety była już zamężna, a także wychowywała dwójke swoich dzieci.

Przedstawiając się jej stanąłem przez niemałym delematem - czy powinieniem ową Panią, na przywitanie pocałować w rękę ? Chciałbym w tym felietonie, napisać o podstawowych zasadach, które znać powinien każdy gentelman. Nie ma bowiem, niczego gorszego, niż nie umiejąca się zachować w doborowym towarzystwie osoba.

Odpowiedź na wyżej zadane pytanie brzmi: Nie. Dlaczego ?  Jest to zwyczaj już przestażały, zachowanie to było by dopuszczalne w stostunku do Damy, bardzo dojżałej, którą rówieśnicy witają w ten sposób. W czasach dzisiejszych zwyczaj ten nie funkcjonuje. Aczkolwiek, bardzo ciekawa jest jego historia: w starożytnych Indiach kobieta na powitanie, całowana była w stopę lub kolano. Norma ta wyewoluowała później w zwyczaj całowania uda. Wraz z biegiem czasu, zaczęto całować rękę.

Dziś na przywitanie możemy podać rękę, jeżeli jest to osoba nam bliska, również możemy pocałować w policzek. W sytuacjach bardziej oficialnych, niekiedy nawet wystarczy skinięcie głową lub ukłon.

W moim mniemaniu, każdy wykształocony mężczyzna z wyższych swer powinien, umieć poradzić sobie w każdej sutyacji, niezależnie czy jest to umiejętne zachowanie podczas wyjścia z ukochną, czy odwiedzin u ciotki. Tak więc w serii felietonów, pragnąłbym pisać o kulturze oraz zachowaniach w sytuacjach, które spotykają każdego z nas na codzień.