Kategorie: Wszystkie | Fashion | Felietony | Kultura | Życie
RSS
sobota, 30 czerwca 2007
Apple kontratakuje

Nie od dziś wiadomo, że każdy gadżet elektroniczny może być traktowany jako jeden z akcesoriów tzw. "fashion victims" (czasem i "fashionstas"). Pierwsi wpadli na ten pomysł Norwegowie wypuszczając na rynek "piękne" modele Nokii, bardzo często kierowane do kobiet. W ich ślady poszła Motorola tworząc model Razzer V3, którego zaletami była lekkość, płaski kształt oraz niewielki rozmiar. Jak łatwo się domyśleć,  to nie funkcjonalność telefonu zachęcała jego nabywców do zakupu. A jednak designerski duet D&G wspólnie z wyżej wymienioną marką wprowadzili złoty telefon, sygnowany ich imieniem. Spowodowało to wielkie zamieszanie, a na model często trzeba było czekać i kilka tygodni (oczywiście nie w Polsce). Dość wysoka cena nie odstraszyła wielu i podobnie tak jak w przypadku "normalnego" modelu Razzer V3 i ten telefon skierowany był do kobiet - to one zadbały o fakt, aby telefon szybko zniknął z salonów. Pomysł Dolce & Gabbany skopiowali później Prada i Versace, aczkolwiek nie osiągnęli  chyba zamierzonych efektów.

Wczoraj, 29 czerwca odbyła się światowa, a tak naprawdę amerykańska premiera telefonu Appla. W Europie, I Phone ma pojawić się dopiero pod koniec roku 2007, jeżeli w ogóle. W Azji natomiast mówi się o roku 2008. Poczekamy, zobaczymy.  

Co takiego ma w sobie ten model że robi na świecie furorę ? To pytanie pozostawia dużo do życzenia, ponieważ to nie sam model telefonu sprawia, że ludzie wariują na jego punkcie, tylko marka Apple sama w sobie nakręca biznes.

Po pierwsze, Apple to symbol statusu, ponieważ komputery  (Mac) są drogie i nieporównywalne z ceną innych modeli, jednak w tym wypadku płaci się za jakość.  Aą one doskonale wyposażone, stważają pewność, że nie będziemy musieli ich zmieniać w przeciągu 6 miesięcy,- zupełnie inaczej niż np. Toschiba.   

Po drugie, specjaliści od marketingu firmy Apple doskonale wiedzą co robią. Przez pół roku o I Phonie w prasie wspomniano ponad 10 tysięcy razy, a sam właściciel firmy, Steve Jobs, jest doskonałym PR-owcem robiącym reklamę i dbającą o to, aby nazwa Apple nie schodziła z ust świata.

Po trzecie, produkty tej marki są bardzo atrakcyjne wizualnie, a powiedzmy sobie szczerze, kobietom (które stanowią większość mieszkańców Ziemii) zależy przede wszystkim na ładnym "wyglądzie" (pozwolę zacytować sobie słowa, bardzo ważnej osoby dla mnie w życiu "Grunt to ładnie wyglądać"). Dlatego komputery, Ipody i telefony tej firmy są zaprojektowane w ciekawy i oryginalny sposób. A teraz przejdźmy do konkretów.  

I Phone to cacko wielkości karty kredytowej, płaskie i cienkie. Obsługę umożliwia dotykowy ekran, klawisze stanowią już przeżytek. Ma przeglądarkę internetową, pozwala na przesyłanie danych, to Ipod. Posiada dużą pamięć, 4 lub 8 GB. Jeżeli chodzi o budowę, to podobno bateria jest bardzo pojemna, zamiast plastikowej obudowy posiada metalowy, nie rysujący się tył, natomiast przednia część osłoniona jest szkłem. Z tyłu oczywiście znajduje się charakterystyczny znak jabuszka. Całemu urządzeniu przyświeca zasada "im ładniej wygląda, tym lepiej się sprzedaje".

Jakość telefonu pozostawia wiele do życzenia,-  wiadomo, że już niedługo pojawią się pierwsze zworty i reklamacje. Przypomnę, że pierwsze modele Ipodów psuły się bardzo często. Jak będzie tym razem ? Jedno co jest pewne to fakt, że posiadacze I Phone będą mieli fun i przyjemność z zabawy z nowym cackiem. To właśnie sprawia, że cena telefonu wynosi 600 $.

 

 

Od lewej: Nanowszy model Iphone, Iphone i właściciel Apple, Steve Jobs

czwartek, 28 czerwca 2007
Urodzinowo
Wiem, że zabrzmi to nieskromnie, ale cóż. W związku z tym, że mam dzisiaj urodziny-, nie takie byle jakie, bo 18 , chcę życzyć sobie wszystkiego najlepszego. Także aby mój blog rozwijał się i żeby każdemu kto go czyta sprawiał jeszcze więcej przyjemności. Pozdrawiam.
poniedziałek, 25 czerwca 2007
Wiosna 2008

Stało się. Wiemy już jak będzie wyglądał mężczyzna na wiosnę 2008 roku. Prada proponuje wizerunek wojownika, lecz niekonieczne gladiatora. Burberry odbywa podróż w czasie i przenosi nas jakieś 200 lat w przyszłość, tworząc wizerunek kolorowego chłopca, który ubóstwia złoty i srebrny blask. Natomiast Dolce&Gabbana tworzą kolekcję wiosenna w której tendencje militarne są tak silne, jak nigdy dotąd. Krótkie szorty odchodzą w zapomnienie, a ich miejsce zajmują spodnie co najmniej za kolano, najlepiej 3/4, gładkie lub w ciekawe wzory.   

Burberry

Wiele osób twierdziło, że w modzie kobiecej nie zaskoczy już nic, a jednak stało się. Niedawno w wszystkich kolorowych pismach oglądać można było futurystyczne kolekcje projektantów, z których za najciekawszą (to dobre słowo) uważam spodnie z miedzi od Balenciagii. Przyglądając się innych projektom nie można było nie przewidzieć, że tendencja ta przeniesie się na modę męską. A jakże. Chrisopher Bailey zaskoczył (jednak) publiczność gdy na wybieg powychodzili bladzi jak kamienie chłopcy, odziani w kolorowe t-shirty, spodnie, w dziwnych okularach i z niebieskimi torbami. Co więcej wszyscy mieli te same buty – czarno-niebieski, uszyte niczym z gumy. Każdy miał również czarny lub błękitny  pasek, z metalową uprzężą, przypominającą wędzidło dla konia. Pojawiły się i charakterystyczne trencze, z tym że również w szalonych kolorach. Wielką niespodzianką były spodnie, jak zwykle przykrótkie, przy ciele, jednak krok był znacznie opuszczony.

Podsumowując kolekcja zrobiła ogromne wrażenie. To połączenie stylu extreme-sports ze stylem wojskowym,  gdzieniegdzie pojawiały się tendencje futurystyczne. Takiego pokazu Burberrego jeszcze nie było.     

Bottega Veneta

Przeciwieństwem jest kolekcja Tomas`a Maier`a dla domu mody Bottega Veneta. Monochromatyczna, spokojna, lekka i luźna, w pewien sposób odbiega od eleganckiej i stylowej renomy marki. I tym razem jest klasycznie, jednak modele sprawiają wrażenie mężczyzny zrelaksowanego, odpoczywającego oraz będącego na wakacjach. Wszystkie ubrania utrzymane są w tonacjach wyblakłych kolorów – to połączenie jasnej szarości i ciepłego, brązu, może beżu. Pojawiają się również wzory i desenie, jednak nie uważam je za udane. Podobnie jak kolor różowy, który widoczny się w kilku projektach. Jest on nieciekawy, poza tym mało kto wygląda w takim odcieniu korzystnie. I tu widać przeniesienie się do przyszłości – na koniec modele ubrani są w srebrny i złoty, jaskrawy garnitur – ciekawe, acz niepraktyczne.  

Bottega Veneta strzeliła w 10 jeżeli chodzi o krój, bowiem luźne lniane spodnie i koszule to odpowiedni strój na ciepłe popołudnie, jednak T. Maier za bardzo popuścił wodzę fantazji z barwami. Ogólne wrażenie: podoba mi się, aczkolwiek jestem lekko zawiedziony.

 

Dolce & Gabbana

Dolce&Gabbana to para projektantów, która lubi zaskakiwać. Kobieta od D&G jest ponętna i seksowna, natomiast facet jest męski, to często wojownik, który osiąga w życiu to co chce. Kolekcja na wiosnę 2008 zaskoczyła mnie bardzo. Tendencje militarne w modzie męskiej istnieją od zawsze, jednak to przeważnie projekty na jesień i zimę pokazują mężczyzn jako kadetów odzianych w wojskowe kurtki i płaszcze. Nie tym razem.

Zaczęło się spokojnie i elegancko, na wybieg wyszli modele w garniturach. Później było tylko lepiej. Koszule z militarnymi elementami, wąskie krawaty, długie chustki na szyi, bojówki z szaleńczą ilością kieszeni, skórzane kurtki. Jak na razie jest to jedna  z niewielu kolekcji (oprócz Prady) w której barwami najbardziej popularnymi są odcienie ciemne. Domenico i Stefano pozostają wierni obcisłym spodniom, jednak zdecydowane nie mówią krótkim szortom. Jeżeli już krótkie spodnie to za kolano. Element „must have” to zdecydowanie długa chusta, którą obwiązujemy sobie szyję oraz niezwyciężona, duża torba do ręki.

 

W tym sezonie D&G wyznacza widoczną linię między tym co eleganckie, a tym co sportowe. Bussinesowe spotkanie, to tylko dobrze skrojony garnitur w jasnych barwach. Jeżeli wypad za miasto, to luźne bojówki, bluza z kapturem, czapka i szalik na szyi. Gdy wychodzisz na plaże to spodenki za kolano, w ciekawe wzory i koszula.

Jestem bardzo miło zaskoczony i jak na razie to moja ulubiona kolekcja na sezon wiosna 2008.     

sobota, 23 czerwca 2007
Ortalion wkracza na salony

Każdy z nas, choć raz w życiu chodził w ortalionowym dresie. Niezależnie czy myślimy  o treningu koszykówki, 24 godzinnej podróży samolotem, czy po prostu spacerze z psem. Przed nami jednak wielka zmiana. W nadchodzących sezonach, możemy pokazać się wszędzie w ortalionowej kurtce, niezależnie czy idziemy na zakupy, czy na tour po klubach.

Ostatnim czasem każdy człowiek, który miał choć coś wspólnego z modą, często widywany był w cardiganach, najlepiej szarym lub brązowym. Niestety, ten typ swetra uważam za bardzo trudny oraz niewdzięczny. Ciężko bowiem znaleźć cardigan, w którym nie wygląda się jak dziadek. Poza tym pasuje on do małej ilości rzeczy. Dzisiejszy świat zrewolucjonizowała ortalionowa kurtka, którą możemy nosić bez przeszkód.  

Przyznam szczerze, że odkąd tylko pamiętam wyznaję zasadę "lepiej nosić się elegancko, niż sportowo". Zgodnie z nią, kiedy tylko mogę zakładam koszulę, zwykłe polo, proste lub zwężane jeansy i eleganckie, skórzane buty. Nadchodzą jednak dni, gdy każdy z nas chce założyć białe sneakersy, t-shirt o szarą bluzę. Każda z tych wersji doskonale komponuje się z cienką kurtką, z połyskującego materiału.

Bardzo często obserwujemy kopiowanie pomysłów znanych projektantów, przez sieciowe marki jak Zara, czy H&M. Tak i stało się tym razem, jednak z małym wyjątkiem. Firmami bowiem, które jako pierwsze zaproponowały tego typu kurtki były Adidas i Nike. To właśnie moda uliczna zainspirowała projektantów takich jak Calvin Klein, czy Alexander Dell` Aqua, do wprowadzenia zróżnicowanych elementów do ich kolekcji.   

Dziś u każdego, niezależnie czy to wielki koncern odzieżowy, czy marka produkująca na małą skalę, można spotkać ortalionową kurtkę. Jest to jedna z moich ulubionych propozycji na nadchodzący sezon, umożliwia bowiem połączeni stylu ulicznego, młodzieżowego ze stylem klasycznym.  W tej kwestii nie musimy dziś wybierać, możemy dokonać syntezy.

Moja propozycja to białe „nike”, dopasowane jeansy (najlepiej szare lub bardzo ciemne), koszula w letnim kolorze (obowiązkowo długi rękaw), ortalionowa kurtka (najlepiej niebieska, nie czarna) oraz kaszkiet w ciekawą kratę (byle nie rzucającą się w oczy). To wersja bardziej old-scholowa, jeżeli natomiast ma być elegancko, wystarczy zmienić buty na niskie, czarne (ze skóry i zamszu), założyć koszulę w kolorze czarnym, białym, różowym, niebieskim oraz zdjąć kaszkiet. Stylizacja wcale nie jest trudna, wystarczy tylko inspiracja, a reszta przyjdzie sama. Potrzebna jest tylko jeszcze jedna rzecz: własna aprobata. Nie można bowiem nosić ubrań, które nam się nie podobają.

Od lewej: Alexander Dell` Aqua, Calvin Klein, Costume National i J. Lindeberg, Wiosna/Lato 2007

Projektant gwiazd rocka

Hedi Slimane to postać którą zna cały świat. To właśnie on zapoczątkował modę na wychudzonych chłopców, jego muzą jest partner Kate Moss, Pete Doherty, to dzięki niemu marka Dior  Homme ponownie zaistniała w świecie mody.

Projektant, który zrewolucjonizował modę męską urodził się pod koniec lat 60 w Paryżu. Skończył kierunek historii sztuki w cenionym Ecole du Louvre, jednak umiejętności i warsztat krawiecki zdobywał w szkole projektowania mody. W roku 1997 rozpoczął pracę u Yves Saint Laurenta Rive Gauche Homme. Wkrótce zasiadł na fotelu dyrektora artystycznego marki. Współpraca ze znanym domem mody nie trwała jednak długo. Już w 2000 roku mianowany został głównym projektantem Dior Homme. Dwa lata później Council of Fashion Designers of America ochrzciła go projektantem roku. Niestety wybuchowy charakter Slimane uniemożliwił dalszą współpracę i w marcu tego roku marka nie zdecydowała się na przedłużenie kontraktu. 

Wraz z objęciem stanowiska głównego projektanta, Hedi Slimane postawił Dior Homme na nogi. Przestała być tylko mało znaną linią, nie mogącą konkurować z Armanim, Guccim czy D&G, a zmieniła się w ukochany dom mody gwiazd rocka, aktorów i artystów, a także i kobiet. Slimane starał się nigdy nie zatrudniać modeli z agencji, często wręcz sam  wysyłał swoich podwładnych w celu wyszukiwania nowych twarzy, odpowiadającym stylowi marki na ulice Londynu czy Berlina. W taki oto sposób wytworzony został nowy kanon modela – ma być wysoki i chudy, najlepiej długie ciemne włosy i blada skóra. Podobno właśnie pokazy Diora dla mężczyzn zmotywowały samego Karla L. do diety.

Styl Slimane można opisać jako połączenie tradycji oraz ducha czasu. Uwielbia garnitury, białe koszule oraz cienkie krawaty. Do tego bardzo wąskie jeansy. Do każdego stroju proponuje ciekawe obuwie, które przeważnie ogranicza się do oficerek. Niestety, Slimane jakieś 2 lata temu uległ trendowi przykrótkich spodni, a dziś widoczny jest on w każdej kolekcji. Bardzo silny wpływ na styl Hediego mają gwiazdy rocka, będące jest inspiracją. Skórzane kurtki, agresywne t-shirty oraz szalone fryzury to, to co lubi najbardziej. Jego muzami są Pete Doherty, Micheal Spite oraz Beck. To właśnie z tymi osobami spedza  najwięcej czasu poza biurem. Projektowanie dla szalonych gwiazd rocka umożliwiło mu bywanie wśród nich. Sam mówi, że jego projekty są mało urozmaicone, często na wybiegu powtarza schematy, jednak wielu ludziom to nie przeszkadza.

Slimane stał się ikoną mody, będącą znaną ze swojego stylu. Jest to jeden z niewielu projektantów, który sam nosi ubrania projektowane przez siebie. Z jakim domem mody nawiąże teraz współpracę ? Mówi się o Jil Sander, Helmucie Langu, a także być może o Chanel. Poczekamy, zobaczymy.   

 

Od lewej: Hedi Slimane, jego projekty oraz z modelką Heleną Christensen

środa, 13 czerwca 2007
Czym plaża bogata

Wiem. Od wielu lat ten sam problem. Europejczycy, niezależnie od wieku, za swój plażowy mundurek uważają wycięte slipki. Moim zdaniem przywilej noszenia takich kąpielówek przysługuje tylko zawodowym pływakom. Jednak pocieszę was, w tym sezonie wszystko jest dozwolone.

Projektanci bowiem, nie potrafią zdecydować co powinno  nosić się nad morzem. Z tego otóż powodu, na wybiegach można było obserwować wychudzonych chłopców, odzianych jedynie w skromne kąielówki, które pokrywają wszelakie wzory, np. lamparcie cętki, czy tygrysie paski. Pojawiły się pasiaste motywy, a także słynna i znana krata. Jeżeli chodzi o dłuższe wersje to nie przemijają hawajskie kwiaty. Można je spotkać prawie u każdego.

Kąpielówki nie są niczym odkrywczym, jednak to co kreatorzy proponują do nich, przyprawi nie jednego z nas o zawrót głowy. Mianowicie pojawiają się króciutkie szlafroki, uszyte z cienkich materiałów. Przypominają one nieco dłuższe koszule, aczkolwiek ja uważam je za niepraktycznie, zbędne oraz przede wszystkim niemęskie.

Konkluzja jest klarowna - dziś wolno nam wszystko, jednak dokładnie zastanówmy się przed wystąpieniem w skąpych majtkach, jeśli nasza aparycja pozostawia wiele do życzenia. Zostaliśmy obdarzeni umysłem, aby go używać.  

Od lewej: 2 x Dsquared, Gucci i Prada - Nie podążajmy ślepo za projektantami, gdyż czasem i oni nie mają pojęcia o tym co robią.

Mokasyny, czyli obuwie playboya

Buty, to moim zdaniem część garderoby, na której nie powinno się oszczędzać, podobnie jak na jeansach i garniturze. Dobre, skórzane lub zamszowe buty to rzadkość w tym kraju. W jaki sposób naszą wadę uczynić zaletą ? Proste, wystarczy postarać się i próbować znaleźć piękne oraz dobrej jakości mokasyny, które wraz z japonkami będziemy nosić wiecznie.

O tej porze roku o  obuwiu decyduje nasz zawód. Wiadomym jest, że do garnituru nie założymy trampków, ani białych adidasów. Z kolei do niebieskiego kombinezonu stolarza nie sprawdzą się skórzane lakierki. Jednak istnieje wyjście. Mokasyny to buty, które możemy nosić zawsze i wszędzie. Pomimo obowiązującego "dress codu", nikt nie zarzuci nam niedobrania poszczególnych elementów. 

Niestety, nie każdy z nas potrafi znaleźć  letnie mokasyny, będące ziszczeniem marzeń. Każdego w tej sytuacji rozumiem, ja moich szukałem ponad 2 lata. Jednak w końcu znalazłem, piękne, z brązowej, cielęcej skórki. W jaki sposób możecie podzielić mój los ? Istnieje tylko jedna metoda - poszukiwania. Wprawdzie na świecie istnieją idealne modele i typy - np. Gucci, jednak but, aby był piękny nie musi być drogi. Przede wszystkim muszą być wygodne. Nie proponuje żadnych klamerek, tym bardziej żadnych bambusowych paseczków - przećwiczyłem to na sobie i uwierzcie, po kilku minutach chodzenia umiera się z bólu. Podeszwa buta musi byc gruba, a wkładka miękka. To wszystko. Pozwolicie, że nie wspomnę o jakości skóry (podpowiedz - musi być najlepsza, najlepiej cielęca). Jeżeli chodzi o materiały to za najwspanialsze i te najbardziej praktyczne uważam skórę i zamsz - jednak to skóra będzie bardziej uniwersalna.

Jeżeli mogę udzielić jeszcze jednej rady to brzmi ona - na butach nie wolno oszczędzać. Nie trzeba mieć 20 par przeciętnej jakości. lepiej posiadać 5 par, odjazdowych butów, na które każdy zwróci uwagę. Niestety, a może stety, to przecież szata zdobi człowieka.

 

Mokasyny, od lewej: 2 x Prada, Salvatore Feragiammo oraz D&G.