Kategorie: Wszystkie | Fashion | Felietony | Kultura | Życie
RSS
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Thomas Burberry i historia najbardziej pożądanego płaszcza na Ziemii

Gdy pod koniec XIX wieku, Thomas Burberry, mający 20-kilka lat projektował trench z rozpoznawalną kratą, nie podejrzewał, że płaszcz mający chronić przed deszczem zrobi tak ogromną furorę. Miało to być okrycie wierzchnie, na zimne, wiosenne i jesienne dni, natomiast stało się znakiem rozpoznawczym firmy. Szybko wiele innych marek zaczęło interesować się tak popularnym projektem ,jednak nigdy nie dorównało jakości trenchu od Burberrego. Dziś noszą go zarówno kobiety, jak i mężczyźni, dostępnie są w wielu wersjach - z wełny jak i z kożuchem, w kolorach brązowych, beżowych, czarnych, czerwonych czy nawet żółtych. W środku zawsze obszyte są kraciastym materiałem.

W XXI wieku trench to już coś więcej niż tylko płaszcz. Kupując go w sklepie Thomasa Burberrego mamy pewność, że doskonała jakość materiału umożliwi nam noszenie go przez wiele lat, a przy tym zawsze będzie on trendy.

Modele Burberry

niedziela, 21 stycznia 2007
Jeans, czyli element obowiązkowy

Często to rodzaj wykonywanej pracy zmusza nas do doboru takiej, a nie innej garderoby. Oczywiste jest, że dyrektor firmy finansowej, za swój "mundurek" uważa garnitur, natomiast lekarz czy handlowiec może pozwolić sobie na styl  mniej oficjalny. Moim zdaniem, jednak niezależnie od wykonywanej pracy, podczas każdej wizyty w biurze musimy być eleganccy. Dlatego właśnie, powinniśmy szukać ubrań, których fasony będą umożliwiały nam pokazanie się zarówno w najbardziej wymagających sytuacji, jak i w tych, gdy wystarczający jest styl "casual". W dobej jakości jeansach, będzie mogli pójść w piątek do pracy (wystarczy koszula i ciemna marynarka), ale i również do restauracji, czy opery. Jest to  jeden z wielu powodów, aby zainwestować w dobrze uszyte spodnie, tego rodzaju.  

Jakie  w takim razie powinniśmy kupić, aby były jak najbardziej uniwersalne ? Ja zdecydowanie polecam materiały ciemniejsze. Lepiej pasują do marynarek, są bardzo eleganckie, wyszczuplają, a także pasują do wszystkiego dzięki czemu, możemy założyć je w  dowolne miejsce.

Jeżeli wybraliśmy już kolor, należy pomyśleć o fasonie. Projektanci w sezonie jesień-zima 2006/2007 szczycili się hasłem "wąski dół, szeroka góra". Odpowiedz chyba już jasna. Bardzo ważny jest odpowiedni dobór rozmiaru, jednak nie w każdym sklepie spotkać można wyszkolony personel, dlatego proponuje wizytę w sklepie z osobą zaufaną. Cóż jeszcze ? Oczywiście cena. Według mnie, dobre jeansy można spokojnie nosić i kilka lat. Niestety, większość par rozchodzi się w czasie używania, a po kilku praniach zbiegają się lub wręcz odwrotnie. Jasne jest, że żaden materiał nie jest doskonały aczkolwiek, gdy już w sklepie widzimy, że tkanina jest cienka, możemy podejrzewać, że nie będzie to dobry zakup. Na zachodzie rekordy biją spodnie marek 7 for all mankind, True religion, Rock&Republic, D&G oraz Diesel. W większości jeansy tych marek można znaleźć w Polsce, jednak z niektórymi jest bardzo ciężko.

Wszyscy mamy swoich faworytów, nie zapominajmy jednak, że nie w każdym zestawie możemy pokazać się w biurowcu, teatrze czy na spotkaniu z ukochaną, przecież robimy to tylko dla naszego dobra i  to  wyłącznie my sami będziemy czuli się źle, gdy wygląd będzie nieodpowiedni do danej sytuacji.

Pierwsze od lewej: 7 for all mankind, inne True religion

czwartek, 18 stycznia 2007
Wolne dni, wolne dusze

Już niedługo dla wielu z nas nadchodzą wolne dni. Choć, zima nas nie nadeszła zgodnie z oczekiwaniami, śnieg i wspaniałą, mroźna pogoda gości już w Austrii i Szwajcarii.

Podejrzewam, że pierwszym, wolnym terminem będzie właśnie wyjazd na narty. Gorąco polecam moją ukochaną, narciarską krainę, czyli Austrię. Wspaniałe trasy, doskonale przygotowane stoki, przepyszne przekąski w czasie przerw oraz zniewalające Marilevy i Schnapsy. Do tego wszystkiego dochodzi także niesamowity nastrój wiecznych imprez.

Jednak pierwsza połowa tego roku mile nas zaskoczy. Czekają nas dwa, dość długie weekendy. Na samym początku Wielkanoc, która wypada w kwietniu. Wielu z nas są tak zmęczeni, że nie mają najmniejszej ochoty, a także sił, aby wyjeżdżać. Przyznać muszę, iż zawsze wspaniałym pomysłem jest krótki wypad do stolicy Włoch, czyli Rzymu. Powalające krajobrazy, mekka naszej spuścizny, i kulturowej, i architektonicznej, olśniewającej urody kobiety, wspaniałe jedzenie, a także super odzież. Nikt z nas przecież nie będzie opowiadał, że nie marzy mu się garnitur Armaniego, czy mokasyny Gucciego. Są to gadżety, za pomocą których możemy wykończyć nasz wygląd, uczynić tak zwany "final touch" (nie znoszę wprowadzania pojęć z języka angielskiego, do ojczystego, aczkolwiek w tym wypadku, uważam, iż nie ma lepszego określenia). Poza tym nie ma nic bardziej romantycznego niż kolacja przy świecach, w malutkiej, kameralnej restauracyjce, gdy za oknem jest ponad 20 stopni, a my wraz z ukochaną możemy zasiąść do stolika na dworzu, a przy tym delektować się młodym winem.  Bardziej romantycznym miejscem jest tylko Paryż. 

Właśnie stolicę mody i sztuki wieku XIX poleciłbym na miejsce, w którym można spędzić długi, bo aż 9 dniowy weekend majowy (przy tym wziąć tylko 3 dni urlopu). Luwr, Pola Elizejskie oraz wiele innych atrakcji, czeka nas w mieście francuskim. Jednym problem może być język - ja wszech i wobec wiadomo, Francuzi mówią tylko w swoim ojczystym języku. Z tego powodu czuję obowiązek podania miejsca alternatywnego - Nowy Jork.

W tym przypadku nie muszę się rozpisywać - Central Park, Times Square, Manhatan, 5 th  Avenue, Soho oraz genialne restauracje. Nie można zapomnieć o zakupach. Jednak 9 dni to za dużo tylko na Nowy Jork. Pierwsza wizyta powinna trwać ok. 7 dni, dlatego termin ten jest doskonały - wylot w sobotę, powrót w niedzielę.

Moim zdaniem nie ma nic lepszego niż tydzień spędzony w Nowym Jorku, stolicy kulturowej i artystycznej na miarę XXI wieku.

P.S. Na zachęte pokazuję kilka zdjęć

  

 

Od góry: Central Park, 5 th avenue oraz Chrysler building, czyli to co w NJC najlepsze

środa, 10 stycznia 2007
Cacko na miarę każdego

Nie mam wcale zamiaru rozpisywać się o wszystkich wynalazkach wieku XXI. Mnie szczególnie bliski jest jeden - mp3. Szczerze mówiąc, jestem uzależniony od swojego Ipod. Właśnie, najnowszemu odkryciu Steva Jobbsa (właściciela Appla), chciałbym poświęcić ten króciutki artykuł.

W październiku 2001 roku, doszło do rewolucyjnego wydarzenia, jakim było przedstawienie światu nowego dziecka, marki, znanej dotychczas z komuterów - odtwarzacza Ipod. Mieścił on 1000 piosenek jakości CD, ważył 170 gram, a jego pojemność wynosiła 5 GB. Producenci zapewniali, że ich najnowszy wynalazek zrewolucjonizuje świat. Mieli zdecydowanie racje.

Ponad pieć lat później, ukazał się Ipod piątej generacji, a także nano (malutki, lecz z ekranem) oraz shuffle (wilkości kostki, bez wyświetlacza). W międzyczasie światło dzinne ujżały także Ipody mini, o róźnych kolorach. Jednak moim zdaniem, największymi wynalazkami są Ipody: Video (do 60 GB, potrafi odtwarzać filmy, podcast, klipy, zdjęcia, posiada także gry), Nano (do 8 GB, w róźnych kolorach, odtwarza zdjęcia) oraz, a może przedewszystkim Ipod shuffle (pomieści 240 piosenek, podczas gdy jego waga to zaledwie kilkanaśie gram, a wielkość nie przekracza wielkości pudełka od zapałek). Nie tylko praktyczny, lecz także pojemny, mały i szczerze mówiąc niedrogi - to wydatek rzędu 400 złotych.

Bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że Steve Jobbs przewidział sukces jego niewielkich, acz pojemnych odtwarzaczy. Nie tylko uszczęśliwił wielu ludzi, ale także zarobił wielką fortunę, mianowicie swój spektakularny sukces Apple zawdzięcza nie laptopom, lecz właśnie kultowemu produktowi o nazwie Ipod.

Od góry: Ipod Shuffle, Nano i Video

niedziela, 07 stycznia 2007
Kobieta wieku XVIII

Pisząc ten artykuł, nie mam na celu przekonywać kogokolwiek, że trzeba zobaczyć najnowsze dzieło Sofii Coppoli. Rzeczywiście, zapewne w salach kinowych, w których odbywać się będą projekcje filmu "Maria Antonina" przez najbliższe kilka tygodni będą królować kobiety. Szczerze mówiąc, nie dziwię się. Miałem szansę zobaczyć ten film i przyznaję, nie należy on do górnolotnych.

Nie mógłbym nie napisać o tym co panią reżyser spotkało podczas premiery jej najnowszego dzieła w Cannes w 2006 - ludzie wychodzili podczas pokazu, natomiast pozostali wygwizdali film po wyświetleniu. Taki epizod nie wróżył dobrze, aczkolwiek Sofia Coppola nie przejmowała się niczym. Moim zdanie i dobrze, i źle.

Cannes to nie normalni widzowie, tylko eksperci. Podczas gdy jurorom, zależy na intrygującym, ciekawym oraz inteligentnym filmie, normalni ludzie żądni są przemocy, efektów specjalnych i seksu. Ludzie chodzą do kina, aby się rozerwać. To znak, że nie zawsze należy przejmować się opiniami ekspertów z Cannes.

Innym jednak sygnałem było to, że nawet zwykli aktorzy nie wyrażali się dobrze o filmie. Nie zapominajmy, że w większości są to normalni ludzie, nie wymagający zbyt wiele.

Teraz pozwolę sobie na osobistą ocenę i recenzję. Moim zdanie film zrealizowany jest z rozmachem i pompą. Czy było to niezbędne ? Niestety, nie. Nie przedstawia ona tak naprawdę historii oraz przeżyć królowej Francji. Koncentruje się tylko na fikuśnych strojach oraz widzi misiach Marii Antoniny. Często zanudza widza. Istnieją także dobre strony: wspaniałe zdjęcia, niesamowite kostiumy, bogata sceneria oraz niesamowite krajobrazy. Wszystkiemu towarzyszy rock&rollowa muzyka. Przyznaję, że konwencja filmu jest niesztampowa, a zarazem bardzo ciekawa. Należy także przyznać, że główną rolę powierzono Kristin Dunst, która bardzo ładnie prezentuje się w filmie.

Przy wszystkich tych ocenach muszę przyznać, że filmu tego nie polecam wszystkim. Zdecydowanie nie jest arcydziełem na miarę "Ojca chrzestnego", szczerze nie dorasta mu nawet do pięt.

czwartek, 04 stycznia 2007
Czwartkowy wieczór

Mówiąc szczerze, nigdy nie należałem do fanów oglądania seriali. Nie wspominam o tragedii, do jakiej należą seriale Ameryki południowej oraz w większości polskie. Jednakże to co usłyszałem tydzień temu w jednym z lepszych stacji radiowych, a wypowiadane było przez Karolinę Korwin-Piotrowską potraktowałem jako zachętę. Dziś stacja Polsat wyemitowała pierwszy odcinek super serialu "Chirurdzy" (orginalny tytuł to "Grey`s anathomy" - uważam, że brzmi znacznie lepiej).

Od pewnego czasu wciągnąłem się w seriale amerykańskie: "Desperate houswives", które uważam za kultowy, oglądałem wręcz nałogowo. Po zobaczeniu kilku odcinków, zapragnąłem także więcej "Sex and the city", aczkolwiek przyznaję, że należał on do moich ulubionych tylko, ponieważ był super zabawny. W tej chwil, czuję jak staję się maniakiem "Grey`s anathomy". Spowodował to nie tylko felieton K. Korwin-Piotrowskiej, lecz także przyjźnie się pierwszemu odcinkowi. Przyznaję szczerze, oglądanie seriali jest jak nałóg, często marnuję jedyne, wolne minuty Naszego życia. Moim zdaniem w tym przypadku warto. Możliwe, że patrzę na to z innej strony (inaczej, niż normalni ludzie) z powodu mojego przyszłego zawodu - śmiejcie się lub nie, ale zawsze pragnąłem zostać lekarzem.

Dla próby usprawiedliwienia mojego nowego nałogu, jakim są "Chirurdzy", spróbuję streścić fabułę 7 odcinkowego soap opera - mówię oczywiście o pierwszym sezonie, w Stanach można oglądać już trzeci.  

Podczas pierwszej sceny poznajemy Meredith Grey, kobietę, kótra zaczyna pracę jako stażystka na oddziale chirurgii w jednym z najlepszych szpitali w stanie Washington, SGH (Seatle). Jest ona wybitną uczennicą, która po kilku scena okazuje się najlepszą studentką. Podczas 60 minut pojawiają się postacie takie jak Cristina - nowa koleżanka Meredith ze szpitala, Izzie ex modelka, Steven i George. Wszyscy stanowią grupę pod przewodnictwem dr. Mirandy Bailey. Nie ma potrzeby mówić więcej. Mogę powiedzieć, że akcja jat bardzo wartka - już podczas pierwszych kilkudziesięciu minutach umiera mężczyzna, którego serce nie wytrzymało operacji, do szpitala trafia dziewczynka z nierozpoznawalną chorobą, a stażyści dostają prawdziwą, szpitalną szkołę życia. Gorąco polecam. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że wiadome jest dlaczego serial dostał kilkanaście nagród Emmy. Wiem także, że będzie hitem i wśród Polaków. Moim zdanie, dobrze.

wtorek, 02 stycznia 2007
Zima pełną parą

Zimy za oknami ani śladu, nie oznacza to, że sezon narciarski się nie zaczął. Kolekcje na sezon 2007 zaprezentowały już dawno znane marki jak Atomic, Salomon czy Dynastar. Czy jednak ich propozycje należą do udanych ? Czy tak naprawdę okarzą się dobrymi nartami ? Przekonać się będzie można dopiero na stoku, natomiast już dziś można pomyśleć o deskach, które będziemy chcieli sprawdzić.

Na samym początku Atomic. Marka ta należy do moich ulubionych. Wytwarzają wspaniałe narty, odpowiadające umiejętnościom zawodników. Szeroki wybór wsród modeli, daje szansę, przetestowania nart każdemu, zależnie od jego umiejętności. Narty te posiadają długą historię. Poza tym reklamowane były przez Hermana Maiera, moim zdaniem największego narciarza czasów obecnych. Produkowane we Flachau, właśnie tam co roku dostać można narty, sprzedawane tylko w tym miejscu. Przeważnie są to model pojawiające się rok wcześniej, lecz nie ogólnodostępne. Zdecydowanie należe do gigantowców. Z tego powodu polecam narty  SX b5, o promieniu skrętu 18 m (dla długości 174 cm). Do udanych należa także narty atomic B5. Są to deski bardziej all roundowe, aczkolwiek doskonale sprawdzają się jako narty zarówno gigantowe, jak i slalomowe.

Jeżeli natomiast chodzi o Salomona (który także może poszczycić się wielką sławą i jakością) polecałbym nowość Equipe 2V race. Są to narty typowo gigantowe.  Także mam nadzieję, że doskonale sprawdzą się na szerokim i oblodzonym stoku. Promień skrętu to 21 m (dla nart o długości 175 cm). Występują one w dwóch długościch 180 cm i 175 cm. Jeżeli chodzi o krótsze, to należy spojżeć na model  Equipe 3V race. Kiedy myślimy jednak o nartach slalomowych, to polecałbym Equipe SC race. Przewidziane na jazdę ciętym skrętem, znacznie mniej taliowane od poprzednich dwóch. W tym przypadku promień skrętu wynosi 13 m (dla długości nart 172 cm).

Dynastar wytwarza narty doskonałej jakości. Jeździ na nich połowa mojej rodziny i to z wielką radością. W tym roku uwagę trzeba zwrócić na Speed Course Comp - narty zawodniczej klasy. Bardzo sprężyste, bardzo stabilne. Nie posiadają także górnego limitu prędkości. Przeciętnie taliowane, posiadają promień skrętu 22 m !!! (przy długości nart 176 cm). Moim zdaniem, jedne z najciekawszych nart tego sezonu. Trzeba przetestować.

Ten sezon jest pełen nowych propozycji. Kupując narty nie możemy zapominać o solidnych butach. Polecam Lange. Jeżdzę na nich od 6 sezonów. Występują o bardzo róźnej twardości, zdecydowanie każdy znajdzię coś dla siebie. Ja dwa lata temu wybrałem Lange 140 i muszę przyznać, że są to najlepsze buty w jakich jeździłem. Przy zakupie nie możemy zapominać o jednym. W tym sporcie musimy patrzeć obiektywnie i wybierać sprzęt w zależności od swoich  umiejętności. Kiedy poszalejemy w sklepie, może to przynieść bardzo złe skutki na stoku. Dlatego należy pamiętać o tym, by w sklepie poradzić się specialisty. Bo przecież to przyjemność jest tym, do czego dążymy podczas jazdy, a nie zabicie siebie. Życzę przyjemnej jazdy i odpoczynku w górach.   

poniedziałek, 01 stycznia 2007
Nowy rok
Życzę wszystkim udanego roku 2007.